Czas podróży: 21 lipca - 7 sierpnia 2004. Przejechany dystans: 1700 km. Trasa: Polska (Warszawa) - Czechy (Praga) - Austria (Wiedeń) - Słowacja (Bratysława) - Czechy (Cieszyn) potem pociąg do Warszawy... Dużo miast po drodze, dobre jedzenie, piwo i inne przyjemności ;)... Wyjazd bardziej rekreacyjny niż ekstremalny.

Kilka praktycznych uwag: 

Jakkolwiek Polska jest pięknym krajem, to jazda rowerem przez naszą Ojczyznę nie należy do najprzyjemniejszych doświadczeń. Nie raz i nie dwa zdarzyło nam się zgubić, prawie połamać koła na wybitnie nierównej prawej krawędzi jezdni. Raz zepchnęła nas ciężarówka z drogi, zdarzyło się też, że po jednym dniu jazdy myjąc się widziałem jak ze mnie spływa szlam... Kolejną smutną rzeczą jest niska kultura kierowców, dla których rowerzysta często jest intruzem na drodze. Serwisy rowerowe należą do rzadkości. Dziurawiąc koło pod Grójcem, jechałem przeszło 100 km szukając sklepu, gdzie mógłbym zmienić oponę. Jak się okazało, mam nietypowy rozmiar, a to jest zwykłe koło 28''. Pewnym ryzykiem jest przejazd przez małe miejscowości, gdzie można przypaść do gustu znudzonej młodzieży. O szlakach rowerowych nie ma co wspominać. Zdarzają się, owszem, ale chyba tylko w regionach turystycznych, bo mi się nie udało znaleźć oznaczonej drogi dla rowerzystów, prowadzącej z Warszawy na południe Polski. Ogólnie jazda rowerem przez Polskę nie należy do moich ulubionych zajęć... tytułem sprostowania, dodam, że południe Polski jest złym kierunkiem na rower, na północ jedzie się dużo lepiej.

Czechy: jednym słowem RAJ. Nawet Skandynawia przegrywa w moim odczuciu z Czechami. Cały kraj pocięty szlakami rowerowymi, którymi można dojechać wszędzie. Mnóstwo kempingów, do których oczywiście też prowadzą ścieżki rowerowe. W przypadku, gdy daną drogą nie można jechać rowerem, to zawsze w pobliżu jest alternatywna droga dla cyklistów (np. jazda przez pole słoneczników). Tani i bezpiecznie, wszędzie można zostawić rower, do tego sporo serwisów i sklepów rowerowych, tysiące rowerzystów... Jeżeli ktoś chce zacząć przygodę z rowerem, niech zacznie od Czech. Jest tanio i na tyle blisko, że zawsze łatwo wrócić. Ale nie sądzę, żeby ktoś rezygnował z pedałowania tam. Wspomnę jeszcze o dobrych drogach, miłych kierowcach (oprócz dwóch), wielu sklepach, dobrym piwie i świetnym jedzeniu. Parę słów o noclegach: średnia za kemping (2os.+namiot) to 120 koron. Najtańszy kosztował nas 60 koron, najwięcej zapłaciliśmy ok. 150 koron. Najdroższy jest w Pradze, więc jak ktoś może nie skorzysta ze schroniska na Strachowcu (?), w okolicach stadionu Sparty. Kosztuje trochę mniej niż kemping w Pradze, a i warunki lepsze i wszędzie bliżej. Ogromny kompleks akademików, z pięknym widokiem na Pragę, szczególnie nocą, blisko na Hradczany. Pewnym wyzwaniem jest wjazd tam rowerem, gdyż jest to chyba najwyżej położony punkt w Pradze.

Wiedeń: ciężko mówić o Austrii, bo skupiliśmy się tylko na Wiedniu. Po kolei: można prosto od granicy Czech i Austrii dojechać do Wiednia. Droga jest przyjemna, dosyć bezpieczna (nam się nic nie stało), trochę gorzej z cieniem (było bardzo gorąco). Ludzie chętni do pomocy, a kierowcy uważają na rowerzystów. Zapewne tak jest w całej Austrii, może kiedyś dane będzie nam to sprawdzić. Wjazd do Wiednia nie wygląda już tak kolorowo, ale jest to chyba typowe dla dużych miast. Samo poruszanie się po Wiedniu, z racji kilometrów ścieżek, jest całkiem przyjemne, ale bez mapy nie da rady. Warto dojechać na dworzec WIEN-WEST, stamtąd jest bardzo blisko do kempingu. Sam kemping położony jest trochę na uboczu i rowerem dojazd do centrum zajmuje ok. 30 min, ale droga jest prosta, więc nie ma z tym problemu. Typowo zachodnia stolica, gdzie za wszystko płaci się w euro, prawdziwi mieszkańcy uciekają na obrzeża, a centrum zamieszkują głównie przybysze. Nie lada wyzwaniem jest wyjazd z Wiednia w stronę Bratysławy. Kierować się trzeba w stronę Schwechat, gdzie jest lotnisko, a dalej już prosto do Bratysławy, wzdłuż torów. Przed granicą można wjechać na ścieżkę rowerową i nią dojechać do samego centrum stolicy Słowacji.

Bratysława: trochę podobna do Warszawy - budowana bez ładu i składu, bez myśli przewodniej, bez sensu czasami. Kiepskie drogi, odradzamy jazdę rowerem - można sobie krzywdę zrobić. Poza tym jest mała, więc wszędzie z powodzeniem można dojść. Ma swoje uroki, fajnie miejsca, też wydaje się być bezpieczna (nam się nic nie stało). Nocleg polecamy na Bernolaku - akademik przerobiony na schronisko w sezonie turystycznym. Może miejsce nie jest najlepsze, ale klimat jest ciekawy. Aczkolwiek ma swoich przeciwników (nasi znajomi po kilku dniach spędzonych w Bernolaku śmiertelnie się na nas obrazili). Bratysława była miłym dodatkiem do dwóch turystycznych miejsc (Praga i Wiedeń), które mieliśmy na naszej drodze. Niesamowity spokój i dostępność wszystkiego, pozwoliła nam poczuć prawdziwe wakacje, takie bez pośpiechu. Wyjazd w stronę Czech jest banalny, acz też nie należy do przyjemnych. Szybka i szeroka droga przez miasto, wśród kierowców, którzy wydają się nie zwracać uwagi na rowerzystów. Nie wiadomo kiedy przeradza się w autostradę. Odpowiednio wcześniej trzeba uciec z tej ulicy, co zostaje wynagrodzone jazdą wśród drzew i pól, ale zawsze wzdłuż autostrady. Więc nie można się zgubić.

powrót